04. Pierwszy gramofon, pierwsza pł^H^H^H^H^HPierwszy magnetofon, pierwsza kaseta.

Jeśli ktoś czytał autobiografię Wojciecha Manna, to zapewne od razu zauważy moją inspirację – a jeśli nie czytał, to niech przeczyta – a na pewno nie pożałuje. Rockmann to bowiem tryskająca fontannami humoru opowieść o dziwnych czasach, w jakich przyszło żyć jej autorowi. Moim marzeniem jest również zbliżenie się chociaż do takiego poziomu, jak w rzeczonej książce i wywołanie – choć czasem – uśmiechu na ustach P.T. Czytelników.

Tym razem rzecz o urządzeniach elektroakustycznych i muzyce – dwóch niezwykle istotnych dla mojego dalszego życia zagadnieniach.

Urządzenia elektroakustyczne i radjowo-telewizyjne, które zdominowały moje dzieciństwo – poza radjem, udawanym przez pudełko po czekoladkach, i poza dwoma magnetofonami MK125 rodziców, które poddane zostały szybkiej i nieodwracalnej obróbce mechanicznej przez małego, a ciekawskiego Austryjaka (że też o kalkulatorach z Elwro i szpanerskim telefonie nie wspomnę), to gramofon Emanuel Stereo G-902 FS, radjo Unitra Jowita 2 IC, telewizor Elektron. Nadto brat był również posiadaczem nowoczesnego radjomagnetofonu kasetowego Sanyo M9703L0 z wejściem DIN – dostał go z okazji swojej komunii (1989 r.). Sprzęt zakupiony był za ciężkie dewizy w Peweksie – choć nie wiem, czy rodzice pracowali na niego pół roku czy tylko 2 miesiące.

Analogicznym magnetofonem dysponował również mój brat cioteczny – jego zestaw urządzeń elektroakustycznych był zaiste imponujący, gdyż oprócz niego miał jeszcze Kasprzaka, nieodżałowany MK125 i gramofon Artur (a z czasem doszło do tego nowoczesne radjo samochodowe w kieszeni, używane na przemian w Fiacie 125p i w domu, zasilane 16V podciągniętymi z gramofonu i wyprostowanymi mostkiem Graetza). Całości dopełniały olbrzymie kolumny (czyżby to były Altusy?), zasilane przez biedny wzmacniacz m.cz. radjomagnetofonu. Magnetofon był również dozbrojony w diody LED migające w rytm muzyki – były chyba podłączone do wyjścia m.cz. (to raczej nie był żaden UV-meter). Takiż sam upgrade spotkał Kasprzaka. Imponującą cechą jego zestawu elektroakustycznego były również połączenia, dzięki którym można było nagrać wszystko ze wszystkiego. Najtrywialniejszym zastosowaniem owych połączeń było kopiowanie kaset magnetofonowych, czego dowód w dalszym ciągu stoi u mnie na szafie – brat cioteczny skopiował nam kasetę zawierającą album „Wind of Change” zespołu Scorpions. Pomijając fakt, że taśmę matkę stanowiła zapewne płyta CD (ale ówczesne prawo autorskie nie penalizowało produkcji kaset bez wiedzy i zgody właściciela majątkowych praw autorskich), to nasza kopia była tyle generacji oddalona od oryginału, że było to doskonale słychać i czuć.

Gramofon nie wzbudzał mojego większego zainteresowania, prawdopodobnie ze względu na niezbyt interesujący wybór płyt winylowych a także konieczność każdorazowego podłączania go do wzmacniacza m. cz. – u nas w domu urządzeniem pełniącym obowiązki takiego wzmacniacza był radjoodbiornik Jowita 2 IC, nieustannie eksploatowany przez mamę. Inne urządzenia z kompatybilnym mechanicznie przyłączem gramofonu (w postaci wtyczki DIN), to wspomniany wcześniej radjomagnetofon brata i magnetofony MK125 rodziców – jednak o ile mnie pamięć nie myli, jedyny pożytek z przyłączenia doń gramofonu, to możliwość zarejestrowania zawartości płyty gramofonowej na kasecie. A jeżeli już mamy magnetofon, to przegrywanie płyt na taśmy można porównać do wożenia drzewa do lasu, ze względu na obfitość kaset magnetofonowych dostępnych na targowiskach czy w księgarniach. Jak już bowiem wspomniałem, w owym czasie każdy mógł produkować kasety magnetofonowe, nie narażając się tym na odpowiedzialność karną ze strony właścicieli majątkowych praw autorskich do reprodukowanych utworów. Fakt, iż gramofon dość szybko zakończył żywot (na początku lat 90-tych), tym bardziej nie przyczynił się do jego szerszego wykorzystania, aczkolwiek kilka lat później doczekał się następcy w miniwieży brata, sprowadzonej z Francji – i wtedy zacząłem intensywnie słuchać singla Anny Jantar.

Radjoodbiornik również nie przedstawiał dla mnie przedmiotu zainteresowania, jako że w programie I Polskiego Radja dominowała muzyka z lat 50-tych, w okresie letnim zastępowana muzyką z lat 70-tych – a przynajmniej takie miałem wrażenie – w dodatku nie była to muzyka na ogół zbyt ambitna. Możliwość nastrojenia radja na inną stację nie istniała, gdyż było ono okupowane dzień i noc przez moją mamę, a jakakolwiek ingerencja w odbieraną stację była – jak mi się zdaje – zarzewiem konfliktu. Ze względu na to, iż program był nadawany na falach długich, również jakość odbioru odstręczała mnie od przedmiotowej rozgłośni.

Pierwszym ważnym wydarzeniem RTV w naszym domu był zakup telewizora Sanyo CEM6022P. Mierzący sobie 19,5″ ekran co prawda w żadnym wypadku nie mógł równać się z Elektronem, który miał ze 2-5 cali więcej, aczkolwiek jego zdecydowaną przewagą były niewielkie wymiary zewnętrzne w porównaniu do przodującego osiągnięcia radzieckiej techniki, możliwość wstrojenia niebagatelnej liczby 30 kanałów TV + 3 kanały do urządzeń zewnętrznych, zdecydowanie krótszy czas rozgrzewania się urządzenia (obraz pojawiał się od razu, a nie po minucie), pilot zdalnego sterowania, a także – zupełny brak skłonności do samozapłonu. Samobójcze tendencje Elektrona doprowadziły bowiem co najmniej raz do zagrożenia pożarowego – na szczęście telewizor udało się odpowiednio szybko wyłączyć.

Inauguracja nowego odbiornika telewizyjnego, tuż przed początkiem roku, w którym nastąpił rozpad ZSRR, była ważnym wydarzeniem. Do obsługi nowego odbiornika telewizyjnego został oddelegowany brat cioteczny, jako ówczesny lokalny geniusz elektrotechniczny. Wstrojenie kilkudziesięciu kanałów naziemnych i satelitarnych (na drugim bloku była zainstalowana antena satelitarna podająca sygnał do sieci antenowej) było wielkim wydarzeniem – Elektron umożliwiał (o ile dobrze pamiętam) zaprogramowanie tylko 5-ciu. Jakość obrazu (nasycenie barw) nowego odbiornika telewizyjnego również przewyższała efekty pracy przodującej socjalistycznej radjotechniki.

W wakacje, kiedy miałem 5 lat, dostałem od rodziców radjomagnetofon dwukasetowy Philips AW 7392. Urządzenie to miało olbrzymią przewagę nad innymi radjomagnetofonami – posiadało dwie kieszenie, przez co umożliwiało łatwe kopiowanie taśm (wcześniej taka możliwość nie była dla nas dostępna i wymagała udania się do brata ciotecznego). Również autorewers czynił ten magnetofon urządzeniem, z którego można być dumnym. Takoż i byłem.

Nie bardzo pamiętam, co włożyłem jako pierwsze do wspomnianych wcześniej magnetofonów – prawdopodobnie bajkę „W Karzełkowie wielka susza”. Potem jeszcze mój stan posiadania powiększył się o „Hebanową baśń” i piosenki z filmu „Pan Kleks w kosmosie” (chociaż sam film przyszło mi zobaczyć wiele lat później). Ostatnią z wymienionych kaset nabyli moi rodzice w księgarni na sąsiednim osiedlu – pamiętam, że w dziale z fonogramami, oprócz kaset i zapewne płyt winylowych mieli prawdopodobnie również płyty CD, a z całą pewnością mieli stosowny odtwarzacz. Nie potrafię niestety dokładnie określić, który mógł to być rok – podejrzewam, że 1990 albo 1991, w każdym razie odtwarzacze płyt kompaktowych pozostały dla mnie nieosiągalnym dobrem luksusowym przez kolejne 7-8 lat.

Pierwszą kasetę z jakąkolwiek muzyką kupiła mi mama – w okolicznym domu towarowym. Ja stałem się posiadaczem albumu „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”, brat zaś – „Rubber Soul” z identycznej serii wydawniczej. Podejrzewam, że to, iż to ja właśnie stałem się posiadaczem jednego z najlepszych albumów muzyki rozrywkowej ever, a nie mój brat – zawdzięczam przypadkowi. Ponieważ obie kasety stały się potem moją własnością, to – z niewiadomych przyczyn – uznałem, że stanowią całość – prawdopodobnie przyczynił się do tego identyczny wygląd okładek obu kaset (pominąwszy reprodukcję koperty płyty). Z tego względu trzymałem obie w specjalnym pudełku po plastelinie (po wyczyszczeniu), które miało dokładnie takie wymiary, iż mieściło dwie kasety magnetofonowe obok siebie. Pudełko wyglądało mniej więcej dokładnie tak samo, jak pudełko mieszczące dwukasetowy zbiór utworów Chopina, który widywałem w świetlicy w szkole – brakowało mu jedynie stosownych plastikowych wypustek blokujących możliwość przypadkowego obracania się szpulek z taśmą.

Z kasetami tymi, w czasie gdy jeszcze nie były one wyłącznie moją własnością, wiąże się też wspomnienie, kiedy jechaliśmy z bratem naszym maluchem (ja z tyłu, brat z przodu) i słuchaliśmy swoich kaset – brat przy pomocy przywiezionego z Francji walkmana Saba i słuchawek dousznych (znak szczególny: dwa gniazdka słuchawkowe), ja za pośrednictwem zielonego walkmana proweniencji wschodniochińskiej i marki nieustalonej, podłączonego do słuchawek z pałąkiem (również produkcji PRC).

Nieznajomość języka angielskiego powodowała, iż byłem przekonany, że na mojej kasecie Beatlesi śpiewają coś o soczku (skoro w tytule albumu było coś w rodzaju „soczen cośtam cośtam”).

Jako następna, zasiliła szeregi moich fonogramów kaseta z albumem „Let It Be” Beatlesów,  a potem również polski bigbit (wyłącznie „Czerwone Gitary”, kaset szt. kilka – a jedną nawet reklamowałem – z sukcesem – u sprzedawcy na targu, jako że okazało się, że jest nie nagrana). Od brata ciotecznego miałem kopię jakieś kasety Lady Pank a w późniejszym czasie kupowałem kolejne, na bieżąco, i nawet zdarzało się że oryginały (po nowelizacji ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych w 1994 roku).

Przez cały okres dzieciństwa fascynowały mnie także instrukcje obsługi, które nie tylko czytałem, ale poprawiałem znalezione w nich błędy rzeczowe. Stosowałem się również sztywno do przedstawionych tam zasad obsługi opisywanego sprzętu, traktując wszystko, co nie było w nich opisane, jako najszybszą drogę do zepsucia urządzenia. Z tego względu np. nigdy nie podejmowałem prób uruchomienia odtwarzania kaset w obu kieszeniach radjomagnetofonu jednocześnie – wszak (1) producent nic nie wspomniał o takiej możliwości, (2) uważałem ją za bezsensowną, bo kto by chciał słuchać jednocześnie dwóch kaset na raz. Mój brat nie miał oporów przed swobodnym eksperymentowaniem; o ile dla radjomagnetofonu odtwarzanie dwóch kaset równocześnie okazało się całkiem niegroźne, o tyle jego śmiałe eksperymenty z moim walkmanem skończyły się dla tego ostatniego tragicznie – ale o tym w którymś z kolejnych odcinków.

One thought on “04. Pierwszy gramofon, pierwsza pł^H^H^H^H^HPierwszy magnetofon, pierwsza kaseta.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *