05. Pierwsza miłość. Pierwsze podróże.

Nim o tytułowej pierwszej miłości, krótkie kalendarium wypadków bezpośrednio poprzedzających pójście do szkoły.

Otóż gdy miałem pójść do zerówki, mama podjęła na nowo – po urlopie wychowawczym – pracę zawodową, co spowodowało głęboko idące zmiany w moim życiu. Od tej pory już nie spędzała ze mną tyle czasu, tym bardziej, że dyrektor zrobił jej wała i zatrudnił na innym stanowisku (wychowawcy w świetlicy), niezgodnie z prawem – które to stanowisko wiązało się z dłuższą pracą, niż praca nauczyciela geografii (a jeśli nie dłuższą pracą, to przynajmniej sporo krótszym pobytem w domu). Do zerówki odprowadzał mnie dziadek, który przychodził do nas do domu – zerówka zaczynała się chyba o 13-tej, a wcześniej graliśmy z dziadkiem we francuskie gry, do których i tak żaden z nas nie znał zasad.

W zerówce nawiązywałem jakieś relacje z rówieśnikami, ale nie pamiętam wiele. Umiałem chyba biegle czytać (jak na 6-ciolatka oczywiście). Najlepiej pamiętam koleżankę, która mi się bardzo podobała, a ona mówiła na mnie „Cyyyyyyysiu”. Do dziś nie wiem, czy to forma odwzajemnienia mojej fascynacji, czy drwina. (Gdy potem w szkole zobaczyłem inną koleżankę, która wyglądała dość podobnie, nabrałem przekonania, że to ta sama i publicznie wyraziłem jej miłość, co było potem tematem poruszonym przez wychowawczynię na zebraniu – czyżby nie wierzyła w  miłość? tym niemniej druga koleżanka nie odwzajemniała chyba mojej fascynacji, gdyż nigdy nie powiedziała do mnie „Cyyyyyyyysiu”, więc może lepiej się stało, iż moje uczucia napotkały na przeszkodę instytucjonalną.)

Epizod z zerówką był krótki, ale znaczący – wtedy bowiem ukształtowało się jedno z moich istotnych zainteresowań – zainteresowanie mapami i – jak wtedy sądziłem – geografią. Mając owe 6 lat, pamiętam, że przebywałem kiedyś w świetlicy u mamy (dzieciaki były co najmniej rok starsze). Dysponowałem wtedy kserokopiami map Europy z różnych okresów – po 1945 r., w okresie międzywojennym i przed 1918. Fascynujące było patrzenie, jak II Rzeczypospolita dotykała do Rumunii, co zresztą władzom państwowym bardzo pomogło w ewakuacji do tegoż kraju we wrześniu 1939 r.

Od mniej więcej tamtego czasu moim nieodłącznym towarzyszem stał się kieszonkowy mini atlas świata produkcji radzieckiej, aczkolwiek przetłumaczony na polski. Jego stała obecność w mojej kieszeni, połączona z intensywnym użytkowaniem, przyczyniła się do szybkiej degradacji jego stanu (dlatego też zakupiłem niebawem kolejny egzemplarz, przechowywany nabożnie w domu, w charakterze kopii bezpieczeństwa). Poza Europą, moimi ulubionymi stronami były te, przedstawiające Układ Słoneczny.

Nie wiem kto i kiedy kupił mi wspomniany atlasik; inspiracja mogła pochodzić od mojej cioci, która w swoim księgozbiorze miała poprzednie wydanie atlasiku, jeszcze bez flag republik związkowych ZSRR. Lubiłem sobie porównywać oba wydania, tym niemniej innych różnic nie pamiętam (poza zdecydowanie mniej interesującą okładką w kolorze jednolitym oraz innym rokiem wydania).

<wstawić foto>

Pierwszym moim wyjazdem, który pamiętam, była podróż do pewnego znanego jasnowidza (z litości pominę tutaj jego nazwisko). Jechaliśmy z sąsiadem z klatki, jego Ładą Samarą na drugi koniec Polski. Nie pamiętam czy to była jeszcze schyłkowa komuna, czy już III RP, ale za to pamiętam szarą tapicerkę w jego Ładzie. Co do samego zaś jasnowidza, to przyjmując założenie, że jego wypowiedź o mnie, że jestem silnym bykiem i jestem mądry (?), sprawdziła się, możemy określić skuteczność jego przepowiedni na 33% – dwie inne się nie sprawdziły – i bardzo dobrze, bowiem jasnowidz przewidział rychłą śmierć dwóch osób.

W wakacje po zakończeniu zerówki, udałem się z mamą na turnus rehabilitacyjny z Polskiego Związku Niewidomych do Krakowa. Jechała też na ów turnus nasza sąsiadka z piętra, wychowująca dwóch bliźniaków, z których jeden miał wadę wzroku. Zaprzyjaźniliśmy się, a oni stali się moimi naturalnymi protektorami, chociaż nie pamiętam, czy istniała jakakolwiek realna potrzeba takiej protekcji. Ich młodsza siostra bardzo szybko wpadła mi w oko – mówiłem do niej per „słoneczko”. Niestety, życie jest okrutne i bardzo szybko wyszła na jaw niezgodność charakterów – chociaż ciężko mi w tej chwili przywołać dokładną przyczynę – dość powiedzieć, że po zakończeniu 2-tygodniowego turnusu, nazywałem ją „idiotką”. Wydaje mi się, że działała mi na nerwy, powtarzając jak mantrę, zasłyszane od mojej mamy określenie „zupa z trupa” (chociaż mama używała takiego określenia nie całkiem świadomie, nie dostrzegając występującego w nim nieboszczyka, podejrzewam, że w jej świadomości były to dwa wyrazy do rymu – „zupa-strupa”).

Z turnusu pamiętam jeszcze jeden epizod (poza, oczywiście, Smokiem Wawelskim i kilkoma kartkami chińskiej proweniencji grającymi hejnał z Wieży Mariackiej, ze wspomnianą wieżą na okładce, które rozdawaliśmy potem rodzinie w charakterze pamiątki). Otóż zorganizowany był konkurs śpiewania z playbacku. Któryś z moich protektorów wcielił się w rolę bodaj Michaela Jacksona. Ja miałem niestety pewien problem – nie dysponowaliśmy magnetofonem, a przy sobie mieliśmy tylko zakupioną przez mamę kasetę Kory. Ze względu na powyższe, nie pozostało mi nic innego, jak wcielić się w jej rolę w ślicznym tekturowym kapeluszu i w stosownym przebraniu. Wywołałem tym pewien entuzjazm, chociaż nieustalone pozostaje, czy klaki nie robili mi czasem moi protektorzy.

Podróż pociągiem do domu upłynęła nam pod znakiem moich protektorów strzelających z plastikowego łuku do czego popadnie – nabyliśmy takie zabawkowe łuki w Krakowie. Mojego łuku nie było mi dane używać wtedy (a i w domu łuk mieszkał na wysokiej szafie), jednak sąsiadka albo nie miała odpowiedniego autorytetu, albo odpowiedniej kryjówki, i jej podopieczni nie folgowali sobie w waleniu do wszystkiego, do czego się dało. Zakończyło się to interwencją mojej mamy, która ich łuk wystrzeliła przez okno.

Turnus był ostatnim przystankiem przed czekającym mnie obowiązkiem szkolnym. W około 2 tygodnie później zacząłem kolejny istotny etap mojej edukacji. Ale o tym – następnym razem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *